Menu

prepper LADIES

... bo życie niesie ze sobą wiele niespodzianek

Święta „ZERO OZDÓB”: Słoikowe stroiki bożonarodzeniowe

prepperladies
Jeśli pomysł się sprawdzi – to warto go powtórzyć. Tak też jest z hasłem: Święta ZERO OZDÓB. Skoro w poprzednim roku realizacja tego projektu dała wiele radości, podsycała kreatywność i pozwalała przyjemnie spędzić czas – to trzeba skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań i ewentualnie dodać coś nowego… Kartki z życzeniami znów będą bazować na dostępnych środkach, pierniczki poza tymi do natychmiastowej konsumpcji przybiorą też inną formę, a ozdoby wypełniające domowe wnętrza i budujące magię świąt (i pisze to bez ironii) powstaną w nowych wersjach.
 
Punktem startowym tegorocznych przygotowań do świąt są stroiki. Zgodnie z zasadą: nic nie dokupuję – korzystam z tego, co znajduje się w składowanych w piwnicy pudłach z ozdobami…
 
Wymaga to – zdecydowanie – zmiany myślenia i podejścia do posiadanych zasobów. Zamiast wychodzić od rozbuchanej, ambitnej wizji świątecznych dekoracji i od razu po jej okrzepnięciu biec do sklepów w poszukiwaniu brakujących baniek w odcieniu burgunda czy złotych brokatowych kwiatów na choinkę, pakować po brzeg sklepowy koszyk i z naręczem toreb w końcu paść w domu na fotel i odsapnąć z zadowoleniem (hmmm…) – zmieniam kierunek. Może jest to wynik ogólnej zmiany stylu życia, może wpływ czytanych książek – ale odchodzę od konsumpcjonizmu jako leku na wszelkie egzystencjalne bolączki. A przynajmniej od jego materialistycznej wersji. I dlatego teraz dekoracje świąteczne zaczynam od przeglądu i selekcji posiadanych „dóbr”.
 
Przy tegorocznych stroikach dominuje podejście minimalistyczne w wersji: minimum wysiłku – haha! Cóż, wśród własnych zasobów trzeba też oszczędzać czas i energię. Tak więc powstał nowy trend słoikowy inspirowany zdjęciami z wnętrzarskich magazynów.
 
24
 
Wykonanie: banalnie proste.
Czas: kwadrans w porywie (licząc czas na przegrzebywanie pudeł w piwnicy…)
Koszty: zerowe.
Efekt: zadowalający.
Cóż więcej chcieć do szczęścia?
Czyli: gromadzę ozdoby, które zgrywają się kolorystycznie, ze spiżarni biorę półtoralitrowy słoik, myję go na błysk i ozdoby wkładam do środka. Słoik stawiam na półce i na tym koniec mojej pracy, a ja biorę książkę do ręki i z dobrą herbatą pod ręką – zagłębiam się w lekturze…
 
I wiecie co? Po raz kolejny czytam „Rzeczozmęczenie” Jamesa Wallmana. Jak dla mnie pozycja obowiązkowa w okresie przedświątecznego szału zakupów. Polecam!
 
K.
 

© prepper LADIES
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci