Menu

prepper LADIES

... bo życie niesie ze sobą wiele niespodzianek

Mało rzeczy wielkie możliwości – codzienne zmagania

prepperladies

Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego jak rozpoczęcie ograniczania rzeczy. Podział dobytku na kategorie czy strefy i pożegnanie się z tymi przedmiotami, które nie są nam potrzebne. Pozostawienie tylko tego, co jest przydatne bądź wartość sentymentalną -  łatwizna.

W teorii wszystko jest proste, gorzej z praktyką. Mój podział na tematy: książki, filmy, płyty czy artykuły papiernicze, itp. dalej istnieje i działa, na co dzień trzeba go jednak jakoś wspomóc, aby efekt zapanował nie tylko w tych oczywistych kategoriach.

Na pewno każdemu nie raz zdarzyło się „natknąć” podczas codziennej krzątaniny na coś, co powinniśmy wyrzucić, ale jakoś dziwnym trafem dalej z nami jest. Niby wiemy, że danej rzeczy nie użyjemy i gdyby nie owe „natknięcie” pewnie nawet nie wiedzielibyśmy o jej istnieniu, ale jakoś znów odkładamy tę rzecz „na miejsce”.

Otóż może trzeba zmienić swój nawyk, skoro już kolejny raz coś mówi, że do niczego nie jest nam ta rzecz potrzebna, może warto się z nią od razu rozstać. Jeśli jest przydatna do użycia dla kogoś innego, poszukajmy dla niej nowego właściciela, jeśli czasy świetności ma już dawno za sobą najpierw zastanówmy się czy możemy daną rzecz wykorzystać do czegoś innego. Jeśli już naprawdę nie widzimy dla niej innego zastosowania chyba najwyższy czas się z nią pożegnać.

Czasami niepotrzebnie trzymamy rzeczy „na siłę”: bo nowe, bo to prezent od cioci i w ostatecznym rozrachunku nikt na tym nie zyskuje, poza naszymi zawalonymi pod sufit szafami.

Najlepszym przykładem i niestety nie jedynym, który miałam okazję doświadczyć, był prezent od cioci w postaci apaszki w kolorach jesieni. Ani nie był to mój fason (nie lubię za dużych apaszek, bo najzwyczajniej nie radzę sobie z ich wiązaniem), ani kolor nie pasował do niczego innego z mojej garderoby. Zamiast podarować apaszkę osobie, która bardziej się z niej ucieszy, pozostawiłam ją licząc, że kiedyś zmienię co do niej zdanie. Nic takiego się nie stało, moda się zmieniła, a apaszka pozostała. Teraz już nawet nie ma jej komu podarować…

Kilka apaszek później, kilka bibelotów później i innych tego typu rzeczy, wiem, że jeśli coś nie jest dla mnie, to po prostu nie jest i już!

Ograniczanie dobrze jest zatem zacząć już na etapie przyjmowania ich pod nasz dach. Nauczmy się mówić „nie” zanim jeszcze rzeczy zagoszczą w naszym mieszkaniu:

- nie przynośmy ulotek, które nie są nam w żaden sposób przydatne, od razu oddajmy je na makulaturę,

- nie bierzmy darmowych gadżetów rozdawanych jako gratisy, jeśli naprawdę ich nie potrzebujemy (kubki, breloczki czy reklamowe długopisy),

- mówmy "nie" próbkom kosmetyków, które nie są dla nas odpowiednie, ktoś inny bardziej może z nich skorzystać,

-  jest naprawdę wiele rzeczy, które tylko wydaj nam się, że potrzebujemy je mieć, może warto czasami zweryfikować, czy faktycznie tak jest.

Początki zawsze są trudne, ale małe kroki w codzienności właśnie składają się na końcowy sukces.

Zacznijmy od ograniczania rzeczy na etapie ich zakupu bądź otrzymywania, później przejdźmy do wstępnej segregacji tych napotkanych „przez przypadek”, by w końcu skupić się na bardziej dogłębnej selekcji poszczególnych kategorii… A wtedy cel powinien być już na wyciągnięcie ręki.

© prepper LADIES
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci